poniedziałek, 8 października 2012

Ombre.

TO JEDZIEMY :)
Dzisiaj chciałam nadmienić o OMBRE.
Wykorzystywane w wielu dziedzinach. Ombre hair, ombre clothers. Nawet w maniciurze.
Absolutnie najlepszy trend, z jakim miałam styczność. Trwa już od wiosny, ale cały czas zaskakuje. Jest to jednolity kolor całości i inna barwa końcówek. Najczęściej spotykany na włosach. Ja również mogę się pochwalić ombre. W wakacje pozwoliłam sobie na fioletowe, teraz przeszłam na orzechowy brąz. Mimo wszystko jest to już kolor długotrwały.


Powyżej fioletowe ombre :)


A tutaj mamy obecne :). Kolor jest na prawdę ładny, jednak przy każdym myciu zauważam że woda jest zabarwiona co oznacza, że się spłukuje.Jednak nie żałuję :)

Również sposób domowy na ombre clothers nie wymaga wielkich umiejętności. Wystarczy rozrobić odpowiednią ilość dobrego wybielacza i przytrzymać na wybraną długość końce bluzki/spodni. Efekt jest na prawdę fajny, dla zainteresowanych polecam google :P
Wiem, wiem. To blog o modzie itp.
Ale nie mam co ze sobą zrobić, a tutaj nikt mnie przynajmniej nie zna.
Mam tego dość, tych ludzi, tego świata. Potrzebuję go, ale mnie niemiłosiernie wkurwia. Mam swoją planetę. Swoje problemy. Nie musi mi się nikt w życie wpierdalać. Może i mam jakieś zaburzenia emocjonalne. Nie lubię bycia człowiekiem, nie chcę nim być. Nienawidzę uczuć, które mimo wszystko mam. Smutku, gniewu, radości i miłości. Wszystkich innych ludzkich odruchów już się wyzbyłam. Jestem zła, tak. I z zewnątrz i w środku. Jestem jaka jestem. Niedoskonałości. Jak wkurwia mnie fakt, że musiałam kogoś pokochać. Po co, po co mi to kurwa. Przecież to od zawsze było oczywiste, że do chłopaków nie mam szczęścia. Po co mi do cholery coś, przez co mogę tylko cierpieć.